HR jak CHorwacja on Facebook
środa, 16 maja 2012
Weekend ze Scandjet

Być może to wstyd się przyznać, ale w wieloletniej historii naszego bloga, pierwszy raz redakcję zaproszono na tego typu imprezę. Chodzi nam (nie wiemy, o czym wy pomyśleliście ;-) ) o study tour zorganizowany przez Scandjet Travel.

Ten touroperator postanowił wejść na polski rynek z hukiem i trzaskiem. Bo jak inaczej nazwać loty z Poznania do Zadaru za cenę niższą niż rejsowe autobusy. Niecałe dwieście złotych za lot w obie strony (naturalnie teraz, poza sezonem) to brzmi wręcz podejrzanie. 

Kolejny fajny pomysł (poza wybraniem Poznania, siedziby naszej redakcji), to wylot w sobotę rano i powrót w niedzielę wieczorem (w ścisły sezon czyli lipiec, sierpień latać będą co sobotę). Nam to pasuje. Skoczyć po świeże gazety i małże... Nakupować wina, poleżeć na plaży, opchać się burkiem, a następnego dnia w niedzielę wieczorem wrócić do polskiej szarzyzny i z rozpaczy podciąć sobie żyły, albo zacisnąć zęby i żyć do następnego weekendu. Już za to powinniśmy wychwalać Scandjet Travel  pod niebo. Kiedyś na podróż do Chorwacji trzeba było liczyć dzień szaleńczej jazdy, a lepiej dwa, biorąc gdzieś nocleg po drodze. Teraz można wyskoczyć na dwa dni i wykąpać się w morzu, z którym kontakt nie grozi odmrożeniami.

Bardzo więc byliśmy ciekawi, czy to wszystko okaże się prawdą. No ale na własne oczy widzieliśmy niemal cały samolot pełen ludzi, którzy kupili bilety i... polecieli. My z nimi. Wsiedliśmy do airbusa w deszczowym, zasmarkanym Poznaniu i po półtorej godzinie naszym oczom oczom ukazał się taki widok:

 

Potem wiadomo. Pasy, hamowanie, drzwi się otwierają, ludzie pchają się do wyjścia, jakby na lotnisku mieli im rozdawać złote monety i kubańskie cygara, a nie sprawdzić paszporty. No tylko, że akurat tym razem, po przejściu kontroli granicznej czekała na nas muzyka, niemały stół z jedzeniem i drugi z samymi alkoholami. Witano tak nie tylko dla uczestników study tour, ale wszystkich pasażerów. Witano po prostu pieniądze, które jak wierzą Chorwaci, będą się teraz co sobotę wylewać z samolotów Olt Express (od nich Scandjet czarteruje airbusy) wraz z polskimi nosicielami. Niemniej było to bardzo, bardzo miłe. Biedni ludzie nie wiedzieli, za co się złapać. Biegali więc od stołu do stołu, aż je w większości opustoszyli. Natomiast my zdecydowanie wybraliśmy stolik nr alkohol:

 

 Było to genialne posunięcie, biorąc pod uwagę to, co czekała nas w najbliższej przyszłości. Bo kiedy tzw. zwykli turyści mogli udać się do swoich zajęć, czyli kąpania, picia, zwiedzania i innych tego typu prozaicznych aktywności, na nas vipów czekał żupan czyli chorwacki wojewoda. "Ożesz ty" - zaklęliśmy pod nosem i poszliśmy grzecznie na spotkanie. W końcu trzeba uszanować, że wojewoda przy sobocie zwlókł się leżaka na tarasie, wbił się w żupan i poszedł tych cholernych Polaków witać.

Na miejscu czekał na nas nie tylko żupan (nawiasem mówiąc wbił się w zwyczajny popielaty garnitur), ale też jego świta. Do tego chętni do przemawiania byli przedstawiciele Scandjet, no bo w końcu to oni ten cały cyrk rozpętali. Widząc to wszystko od razu zaczęliśmy się rozglądać za wyjściem awaryjnym. I tu miła niespodzianka. Przemowy były raczej krótkie. Najdłużej mówił sam żupan, ale też skupiając się na prezentacji turystycznych zalet regionu, więc takiej typowej mowy trawy było podejrzanie mało. Za to między oficjalnymi wierszami urzędnik państwowy przemycił chęć odkupienia biletów na Euro. Co jak wiemy, jest nielegalne, wiec panie Grzegorzu L. może pan zawiadamiać służby. Niech przestaną szukać na pana haków, tylko aresztują zadarskiego żupana. Bo to albo oszust, albo prowokator.

Zainteresowanie Euro wykorzystaliśmy do swoich partykularnych interesów i podczas robienia sobie wspólnego zdjęcia, zamiast pytać o liczbę dni słonecznych, pogłowie nierogacizny, albo produkcję śmieci niesortowanych na głowę statystycznego mieszkańca Zadaru, zaczepiliśmy żupana, jaki też wynik obstawia w meczu Włochy - Chorwacja, na który się wybieramy. Jak przystało na urzędnika państwowego zaprezentował patriotyczny optymizm wróżąc 2:1 na podopiecznych Bilicia. Obiecaliśmy kibicować za tym wynikiem.

Potem był krótkie zwiedzanie Zadaru. Sami słyszeliśmy jak instruowano przewodniczkę, by nas nie dręczyć nadto tylko prowadzić prostą drogą między zabytkami na obiad. To nam się niezbyt podobało, bo nażreć można się wszędzie, a Zadar widzieliśmy ostatnio chyba z 10 lat temu. No ale vox tour operator vox dei. Jak się jest na wycieczce zorganizowanej, to trzeba się pogodzić z tym, że nie jest się panem własnego czasu. I takie rzeczy widzi się tylko w biegu:

 

 

Za to czeka na człowieka nagroda w postaci czterogwiazdkowego hotelu Inn w Biogradzie (30 km od Zadaru drogą krajową, która pewnie elegancko zatyka się podczas sezonu). Hotel nie ma trzytysięcznej historii jak Zadar, nie kryje w sobie pięknych kościołów jak Zadar, nie ma nawet słynnych morskich organów, które grają w rytm falującego morza jak Zadar, ale przyznajmy to szczerze - jest wygodny. Ma miłą obsługę. Z jego tarasu widać morze i setki tysięcy dolarów zaklętych w setki jachtów przycumowanych do mariny. Gdyby was kwaterowali kiedyś do hotelu Inn w Biogradzie na moru, to pamiętajcie - możecie się łaskawie zgodzić. 

Niedługo się cieszyliśmy hotelem, bo nie po to tam polecieliśmy. Złapawszy więc coś na chybcika z lodówki (do picia naturalnie) czem prędzej pobieżyliśmy nad morze. Pogoda była piękna, a woda dla Chorwatów lodowata (bo tylko 18 stopni),  a dla Polaków całkiem ok (bo już 18 stopni). Potem zwiedziliśmy Biograd, który nie jest jakimś bóg wie czym, ale swoje perełki ma. Bo czy w tym kontekście pomnik pierwszego prezydenta odrodzonej Chorwacji nie jest zabawny? I czy na pewno "o takie Chorwacje" dr Franjo był walczył?

pomnik Tudjmana

(gdyby ktoś nie zrozumiał: Chiński sklep, wszystko za 5-9 kun)

Natomiast kiedy się dotrze do nabrzeża oczom ukazuje się monumentalny widok. Las... Nie, nie krzyży. Masztów. Masztów. A następnego dnia, gdy pogoda się skaszaniła i poczęła dąć bura, te jachty poczęły wydawać takie oto dźwięki:

 

 

 

W taką pogodę przyszło nam odwiedzić wodospady Krka. Nie byliśmy tam pierwszy raz. Ani też drugi. Trudno się jednak dziwić, że na nie padł wybór podczas pokazywania nam największych lokalnych atrakcji. No więc dalej jest pięknie. Nadal w dwie, trzy godziny można obejść całość. Nadal woda szumi sobie tak:

 

 

A przyroda wygląda tak:

Wodospady Krka

 

I to było wszystko, co udało nam się obejrzeć dnia drugiego. Mieliśmy wstać wcześniej, ale całą grupę dopadł syndrom dnia następnego po udanej imprezie integracyjnej. Mieliśmy wyruszyć z Krki szybciej, ale spóźnił się autobus. Do airbusa podstawionego przez Scandjet Travel wsiadaliśmy więc z dużym uczuciem niedosytu. Fizycznego, bo wypadł z programu obiad i metafizycznego, bo rozbudzony Chorwacją umysł domagał się więcej. Więcej i jeszcze więcej. Jednak więcej się już nie dało. Terminarz lotów był nieubłagany. Zadar zresztą też się zasmarkał, ale w Chorwacji nawet bura się nam podoba. Chcąc nie chcąc załadowaliśmy się na pokład w pochmurnymi obliczami, których nawet słoneczny uśmiech stewardes nie był w stanie zmienić. Wakacje się skończyły.

Nie kończy się natomiast nasze dzielenie wrażeniami z tego wyjazdu. Będziemy do niego wracać, aż opowiemy wszystko, co nam się zdążyło przydarzyć. Pozostaje nam jeszcze odpowiedź na pytanie, które od początku wisi w powietrzu i którym już chłostają nas w komentarzach do wpisu zapowiadającego ten wyjazd. Pytanie brzmi:

Polecacie Scandjet Travel czy nie?

No więc, po długiej i burzliwej debacie w redakcji postanowiliśmy zapisać następujące znaki: plusy, minusy i neutrale.

PLUSY:
- pomysł na całość - dwa dni w Chorwacji? Tak! Skoro można wyskoczyć na weekend do Mediolanu, Wenecji czy Londynu to czemu nie do Zadaru? Miasto jest piękne, a jednocześnie kameralne. Na dodatek na pewno mniej zblazowane od Splitu i Dubrownika. Możecie więc liczyć na niższe ceny i bardziej szczere uśmiechy.

- cena. 200 czy 300 złotych za weekendowy wypad (albo tygodniowy jak wybrać powrót w niedzielę tydzień później) to jest mistrzostwo świata. Pewnie cena ta ulegnie zmianie, bo to chyba poniżej kosztów, ale w sumie co nas to obchodzi? Na razie jest taniej niż tłuczenie się autobusem rejsowym, z tą różnicą, że leci się półtorej godziny, a nie dwadzieścia w porywach do dwadzieścia cztery.

- samoloty Olt Express. Scandjet czarteruje je, aby wozić ludzi z Poznania do Zadaru. Te linie są już w Polsce znane i cenione.

 

- doświadczenie. Scandjet Tour działa w Szwecji od dobry paru lat. A narody skandynawskie podobnie jak Niemcy wymuszają na narodach południowych zwiększenie parametrów punktualności, rzetelności i zgodności towaru z opisem. To dobrze wróży też dla nas.

 

MINUSY:

- nasz study tour był organizowany na szybko. Ludzie z firmy tego przed nami nie ukrywali. Siłą rzeczy musieli improwizować. Dnia pierwszego wychodziło to świetnie. Drugiego grupa zaczekała prawie godzinę na spóźniony autobus. I szczęśliwa nie była, bo akurat padało, a spóźnienie wypchnęło obiad z programu. Tak to bywa, gdy się wszystko załatwia na bieżąco. Z drugiej strony, w turystyce wszystkich niespodzianek uniknąć się nie da.

 

NEUTRALE:

- hotele. Nasz (hotel INN) był ok. Nawet dużo więcej niż ok. Do jakich jeszcze będą wozić turystów, nie wiemy. I ich nie widzieliśmy. Trudno więc coś o nich rzec.

- wycieczki, imprezy. Nasza się udała (poza wspomnianym opóźnieniem), ale jakie wnioski można z tego wyciągnąć? Mało konkretne. Bo co innego jednorazowa akcja, a co innego masowe działanie. 

- ludzie. Poznaliśmy wiele osób ze Scandjet. Wszyscy byli mili i starali się na bieżąco rozwiązywać problemy (łącznie z szukaniem zagubionej torby i zapomnianego paszportu). Czy tak będzie dalej? Znów nie wiemy, no ale komu, jak nie im powinno zależeć, żeby było dobrze?

Summa summarum możemy powiedzieć tak: cena jest na tyle kusząca, że każdy kto kocha lub choć lubi Chorwację, będzie miał kłopot, żeby przejść obok tej propozycji obojętnie. A czy każdy transfer będzie perfekcyjny, czy każda wycieczka odbędzie się zgodnie z godzinowym harmonogramem? Nie wiemy. Wiemy, że od dziś można wsiąść do samolotu i za dwie godziny być w Chorwacji. A za trzy kąpać się w Adriatyku. To nęci. Bardzo.

14:26, maciej.dobosiewicz
Link Komentarze (1) »
piątek, 11 maja 2012
BALKAN FILM FEST II

Nie przegapcie drugiej edycji festiwalu Balkan Film Fest. W tym roku naprawdę dobrze się przygotowali. Festiwal odwiedzi Poznań, Gdańsk, Łódź, Kraków i Opole. Wśród filmów znajdziecie perełki bałkańskich filmów z ostatnich lat. Zachęcamy, zapraszamy!

Program i wiele innych informacji znajdziecie na Facebooku

 


15:54, maciej.dobosiewicz
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 maja 2012
Poznań - Zadar - Poznań

Są takie chwile w życiach redakcji, że trzeba sobie gdzieś polecieć. Na przykład z Poznania do Zadaru. Tym bardziej jeśli nas chcą, jeśli sami zapraszają...

Scandjet.pl uruchamia właśnie loty z Poznania do Zadaru. Spragnionych Chorwacji turystów będą wozić aż do października, a inauguracyjny lot jest w 12 maja w najbliższą sobotę. Pierwszym airbusem - pionierem polecą wybrańcy... oraz my.

Dziękujemy Scandjet.pl za zaproszenie nas na study tour. Naszym czytelnikom obiecujemy relację. Jak zawsze subiektywną i własną. Nie zamierzamy ukrywać przed Wami żadnej z pięknych stron Zadaru, który ujrzymy na własne oczy.

Zaglądajcie też na Facebooka, tam będziemy relacjonować (prawie) na żywo. 

Tagi: samolot Zadar
15:58, maciej.dobosiewicz
Link Komentarze (3) »
wtorek, 24 kwietnia 2012
Zagrzeb w siedem minut

Rzadko się rozwodzimy nad stolicą Chorwacji. Rzadko, bo przy całej naszej miłości do tego kraju, a więc i miasta musimy przyznać, że Zagrzeb porównania z atrakcjami wybrzeża konkurencji nie wytrzymuje. Będąc w pobliżu wpaść na pewno warto, ale robić z tego cel wyprawy... Niekoniecznie.

Tym bardziej, że u nas można go cyknąć w siedem minut:

Tagi: Zagrzeb
13:47, maciej.dobosiewicz , Dla turystów
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 108